piątek, 1 marca 2013

Imagin #1 - NIALL

Poranek, jak poranek. Obudziłaś się o 6:45, wyszykowałaś się i poszłaś do szkoły. Dzień był słoneczny, na ulicach można było zauważyć masę ludzi idących do pracy, dzieci i młodzież idącą do szkoły. W szkole jak zwykle monotonia i całkowite bujanie w chmurach. Tak już miałaś, całe życie myślałaś o niebieskich migdałach. Po szkole wpadłaś szybko do sklepu spożywczego, i jako że droga do domu była trochę inna, musiałaś przejść przez most. Byłby to zwyczajny most, gdyby nie fakt, że na jego barierkach było poprzyczepiane setki kłódek z inicjałami zakochanych. Zawsze cię to żenowało, i nie lubiłaś przechodzić przez ten most, na którym często znajdowało się dużo całujących się par. Tym razem nie było prawie nikogo. Słońce cię oślepiało, ale mogłaś zauważyć majaczącą postać stojącą przy barierce. Był to chłopak, wysoki blondyn. Jedyna rzecz, która mogłaby kogoś zaniepokoić, to fakt, że stał on od zewnętrznej strony barierki, trzymając się kurczowo poręczy. Chyba chciał skoczyć.

- Ej, czekaj! Co ty robisz?! - zawołałaś i podbiegłaś do chłopaka. Wyciągnęłaś do niego rękę, ale on tylko na nią spojrzał i odpowiedział:

- Nie chcę pomocy. Po prostu odejdź. Zostaw mnie, już od dawna wiem, że chcę to zrobić. Nikt mnie nie rozumie! Rodzina, przyjaciele, a na pewno nie obca osoba!

Wzięłaś głęboki oddech. Zauważyłaś, że masz gęsią skórkę. Stałaś właśnie przed samobójcą i nie miałaś pojęcia jak go uratować.

- Proszę, nie skacz. Nie wiem kim jesteś, ale znam takich jak ty. Chcesz się zabić, bo myślisz że jesteś najważniejszy na świecie i inni nie poświęcają ci wystarczająco dużo uwagi. Otóż, rozczaruję cię. W życiu musisz radzić sobie sam. I tak naprawdę polegać tylko na sobie.

Chłopak spojrzał na ciebie z zainteresowaniem. Przełknął głośno ślinę i przeszedł na drugą stronę. Stanął na moście, metr od ciebie.

- Jestem Niall - powiedział i podał ci rękę. - Pewnie nie zrobiłem na tobie dobrego wrażenia.

- Cóż, nie codziennie zdarzają mi się takie sytuacje. Jestem [T.I]. Miło cię poznać... chyba.

Chłopak uśmiechnął się. Miał przepiękne niebieskie oczy i aparat na zębach.

- No to skoro uratowałaś mi tyłek od samozagłady, zaprosiłbym cię na kawę.

- Bardzo chętnie. Ja tu poczekam na ławce, a ty idź po kawę. Ulicę dalej jest Starbucks - uśmiechnęłaś się i klapnęłaś na turkusowej ławeczce.

 Po 10 minutach Niall był z powrotem z twoją mrożoną latte i z miętową kawą dla siebie. Rozmawialiście długo, praktycznie nie zamykały wam się gęby. Okazało się, że chłopak miał 17 lat, czyli tyle, ile ty. Mieszkał dosłownie 4 ulice od twojego domku. To dziwne, że do tej pory się nie spotkaliście.

Nawet nie zauważyłaś, kiedy na wielkim ratuszowym zegarze wybiła godzina 19:00.

- Muszę lecieć. Miałam przyjść do domu na obiad - powiedziałaś speszona. - Fajnie było. Dziękuję za kawę.

- Spotkamy się jeszcze? - zapytał z nieśmiałością.

- Jutro, tutaj, o 15?

Niall znów uśmiechnął się zniewalająco. Poczułaś motyle w brzuchu. W domu myślałaś tylko o napotkanym chłopaku, o jego oczach, gestach, sposobie mówienia.

Przez kolejne kilka dni spotykaliście się regularnie. Bardzo się do siebie zbliżyliście, jakbyście się znali całe życie, a nie tydzień.

Siedzieliście na tej samej ławce. Opierałaś głowę o jego ramię, on głaskał twoje włosy. Trzymaliście się za ręce, szeptali sobie czułe słówka, patrzyli na siebie z pożądaniem.
Nastały wakacje i mieliście dla siebie jeszcze więcej czasu.

Pewnego dnia czekałaś na swojego chłopaka na ławce, a jego nie było. Czekałaś godzinę, dwie, trzy, całe popołudnie. Dzwoniłaś chyba z 20 razy, nie odbierał. W końcu postanowiłaś pójść do jego domu. Byłaś tam tylko kilka razy, więc nadal nie czułaś się do końca swobodnie, ale zapukałaś do wejściowych drzwi małego, zielonego domku.

Drzwi otworzył tata Nialla. Miał przekrwione oczy i bladą twarz.

- Witaj [T.I]. Właśnie mieliśmy z żoną cię odwiedzić. Mamy bardzo złą wiadomość - powiedział.

Stanęłaś jak wryta i czekałaś. Sekundy dłużyły się niesamowicie.

- Co się stało, panie Horan? - zapytałaś drżącym głosem.

- Niall nie żyje. Był ciężko chory już od ponad roku. Pewnie ci nie mówił, bo nie chciał cię niepokoić. Ale dzięki tobie odszedł szczęśliwy. Pogrzeb jest pojutrze. Nasz syn zostawił też dla ciebie jakiś list... - podał ci kopertę z napisem "[T.I] my love ♥".

Treść brzmiała:

"Droga [T.I],

bardzo dużo się zmieniło od kiedy cię poznałem. Jeśli to czytasz, to znaczy, że już nie ma mnie na tym świecie. Niefortunny początek naszej wspólnej przygody sprawił, że nie skoczyłem z tego pieprzonego mostu. Odmieniłaś moje życie, to było najpiękniejsze pół roku w moim życiu. Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia, gdy wyrzuciłaś mi, że jestem egoistą i ważniakiem. Nawet nie wiesz jak bardzo zmieniłaś mój tok myślenia. Wiedziałem już od dawna, że umrę. Ale byłem tak szczęśliwy, że nawet nie dopuszczałem do siebie myśli, że będę musiał cię kiedyś opuścić. Bądź silna, kochanie. Wiem, że będziesz. Chcę żebyś była szczęśliwa. Kocham cię i zawsze będę. Spotkamy się tutaj, na górze. Módl się za mnie. Będę twoim aniołem stróżem. Zawsze będę przy tobie.

Niall."

Łzy kapały na papier, atrament się rozmazywał. Jednak wytarłaś twarz chusteczką, wzięłaś do ręki list i naszyjnik, który dał ci kiedyś Niall i poszłaś na most z kamienną twarzą.
Dotknęłaś kłódki, którą kiedyś razem zawiesiliście z waszymi inicjałami. Gorzka łza spłynęła ci po policzku, ale nie zwróciłaś na to uwagi.

Mocno ścisnęłaś list i naszyjnik, stanęłaś po drugiej stronie barierki i powiedziałaś szeptem: "Teraz już będziemy razem."

I skoczyłaś.


____________________________________________________

Hej! To ja, Marta. Mam nadzieję, że podobał wam się mój pierwszy imagin. Zachęcam do komentowania i obserwowania. Ciao!


xoxo


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz